sobota, 13 maja 2017

Illegitimi thori w wywodzie przodków

W metrykach urodzenia akt kościelnych i Urzędu Stanu Cywilnego znajdujemy informacje o rodzicach nowo narodzonego. Jeśli rubryki dotyczące obojga rodziców zostały wypełnione oznaczało to, że ojciec dziecka uznał je za swoje prawowite potomstwo (legitimi thori). Jeśli rubryka dotycząca ojca dziecka została nieuzupełniona lub wpisano w niej łacińskie zwroty: pater ignotus (ojciec nieznany) lub pater incertus (ojciec niepewny) oznaczało to, że dziecko ma status illegitimi thori. Zwrotem tym określano dzieci pochodzące z nieprawego łoża, dzieci urodzone poza związkiem małżeńskim. W moim wywodzie przodków kilku moich antenatów było dziećmi pozamałżeńskimi, a podczas odkrywania ich historii zawsze towarzyszyła mi chęć poznania przyczyny ich nieślubnego pochodzenia oraz ustalenie nazwiska ich ojca. 

Anna z domu Bryg


Nigdy bym się nie domyśliła, że moja prababcia Anna w metryce urodzenia ma wpisane tylko dane swojej matki. Nie wiedział też o tym fakcie mój tato, ani osoby z jego pokolenia. Wszyscy zakładali, że ojcem Anny jest Wojciech. Anna nazwiska matki używała tylko przez pierwsze 19 lat swojego życia, a od 1937 roku nosiła nazwisko swojego męża. Była to wystarczająca ilość czasu, aby jej pochodzenie z nieprawego łoża zostało zapomniane w kręgu rodziny. Wróćmy do początku historii. Anna urodziła się w kwietniu 1918 roku. Była córką 22-letniej Zofii córki Jana i Ewy małżonków Bryg. W rubryce dotyczącej ojca dziecka postawiono kreskę. Przeglądając wcześniejsze lata nie znalazłam innych dzieci urodzonych z Zofii. 1,5 roku po narodzinach Anny, czyli we wrześniu 1919 roku Zofia zawiera związek małżeński z Wojciechem Wielgus. Wojciech był współodpowiedzialny za wychowanie Anny, a także był nazywany przez jej dzieci dziadkiem. Nie poszukuję kolejnych informacji w tym temacie, a ojca naturalnego Anny wiążę z faktem, że przez wieś podczas 1 Wojny Światowej ciągle maszerowała w jedną lub drugą stronę armia rosyjska, czego skutkiem były narodziny większej niż zwykle liczby dzieci pozamałżeńskich. 

Stefan Wenc


Mój prapradziadek Stefan był dzieckiem Magdaleny córki Jana i Anny małżonków Wenców. Urodził się w Sieradzy w parafii Odporyszów w listopadzie 1864. W miejscu pozostawionym dla danych ojca nie wpisano żadnych informacji. Jednak do dnia dzisiejszego w gronie rodziny zachowało się imię i nazwisko ojca Stefana! Moja mama zna nazwisko z opowieści swojego dziadka, czyli syna Stefana. Prócz nazwiska mój pradziadek przekazał jeszcze informacje, że ojciec Stefana zmarł przed jego narodzinami. I rzeczywiście w aktach zgonu figuruje podane imię i nazwisko w kwietniu 1864 roku. Prześledziłam gałąź hipotetycznego przodka i odkryłam, że nasze rodziny znają się dobrze do dziś! Myślę nad poproszeniem o próbkę DNA od najstarszych mężczyzn z obu rodzin. Pozwoli to potwierdzić rodzinną opowieść, wtedy bez wątpliwości będę mogła pochwalić się nową gałęzią antenatów. Jest to dla mnie dziwny przypadek, ale udowadniający, że rzetelny wywiad z członkami rodziny może zdziałać cuda w rozwikłaniu zagadek historii rodziny. 

Ewa z domu Kozioł


Przypadek mojej praprababci jest inny niż wyżej przedstawione. Ojciec Ewy dwa lata po jej narodzinach zawarł z jej matką związek małżeński i złożył przy świadkach oświadczenie, że Ewa jest jego córką naturalną.

Parafia Jastrząbka Nowa, akt urodzenia 1862 rok.

Ewa urodziła się we wrześniu 1862 roku. Była dzieckiem pozamałżeńskim Marianny córki Błażeja i Marianny małżonków Zarazów. Jednak dwa lata później w październiku 1864 roku Marianna poślubia Wojciecha Kozioł, a ten oficjalnie przyznaje, że jest ojcem Ewy. Zastanawiałam się dlaczego Wojciech nie ożenił się od razu z Marianna, po co były te dwa lata zwłoki? Oczywiście nie jest możliwe dociec dokładnej przyczyny, ale myślę, że mogło na tą sytuację wpłynąć kilka zdarzeń. W 1856 roku we wsi musiała być jakaś większa zaraza, gdyż pomarło wtedy wielu mieszkańców, głównie po 45 roku życia i małe dzieci. Zmarli też wtedy rodzice Wojciecha (jego matka) i Marianny (matka i ojciec). Oboje byli jednymi z starszych dzieci w rodzinie (mieli po 16 lat) oraz w rodzinach było po kilkoro młodszego rodzeństwa. Gospodarstwa zapewne trzeba było prowadzić jak do tej pory, mimo że rąk do pracy było mniej. W 1862, 1863 i 1864 roku śluby między sobą zawarła trójka z dorastającego rodzeństwa Wojciecha i Marianny. Dzieci pod opieką zostało mniej, może na gospodarstwie sprawy też się polepszyły, młodzi nabrali wprawy i doświadczenia w pracy na roli i moi przodkowie postanowili uregulować swoje życie osobiste. Pobrali się więc w październiku 1864 roku, a Wojciech uznał Ewę za swoją córkę. Jeśli tak  było, to sądzę, że dla nikogo nie było tajemnicą, że Wojciech był ojcem dziecka, a para nadal żyła razem, bez sakramentu małżeństwa. Może wcześniejszy ślub wiązałby się z połączeniem gospodarstw i większym wymiarem pańszczyzny, a para nie mogłaby fizycznie sprostać takiej pracy, więc postanowili poczekać. A może chodziło o coś innego? Trudno odgadnąć, nie mam na tyle rozległej wiedzy. Ważna jest dla mnie informacja, że poznałam dane Wojciecha i nie utraciłam kolejnej gałęzi przodków w wywodzie.

Maria i Regina Kozyra


Przykład Marii Kozyry i jej córki Reginy to chyba najgorsza z możliwych dróg jakimi mogły się potoczyć losy niezamężnej kobiety. Wszystko zaczęło się początkiem XIX wieku, kiedy to zmarł mój 6xpradziadek. Jego żona Zofia i córka Elżbieta nie posiadały żadnego majątku i zostały komornicami. Niezamężna Elżbieta urodziła kolejno trójkę dzieci: Helenę (*1806), Marię (*1809) i Michała (*+1812). W 1812 roku zmarła Zofia Kozyra, Elżbieta z dziećmi pozostała sama. Kolejno moja antenatka Maria, także urodziła kilkoro pozamałżeńskich dzieci, w tym moją prapraprababkę Reginę (*1840). W  1856 roku Maria zmarła (jak wspomniani wyżej rodzice Wojciecha i Marianny), a młoda Regina przeniosła się do sąsiedniej miejscowości. W 1867 roku zawarła związek małżeński z moim praprapradziadkiem Józefem Kajpust. Tym samym Regina wykuła lepszy los dla siebie i swoich dzieci. Ta linia to chyba najbardziej skrajny przykład jak ciężkie było życie niezamężnej kobiety, nie trzeba posiadać wielkiej wyobraźni, aby zobrazować jaki los był udziałem Elżbiety i Reginy oraz ich dzieci. Brak dachu nad głową, środków do życia, perspektyw i piętno nieślubnego pochodzenia. 

Ewa z domu Drwal (?)


Aktu urodzenia Ewy, mojej praprapraprababki niestety nie udało mi się odnaleźć. W jej akcie ślubu z listopada 1822 roku w rubryce dotyczącej panny młodej podano następującą informację: Ewa de Drwalska ill. thori mater de Jamroch. Ewa była panną, miała ukończone 21 lat. Brak dopisku o urodzeniu poza parafią, niestety brak także jej aktu rodzenia w księgach. W aktach urodzenia dzieci Ewy zwykle zapisywano, że była córką Reginy Drwal. W 1807 roku w Jastrząbce urodził się Bartłomiej syn Reginy Jamroch. Nazwiska Drwal nie używała żadna z zamieszkujących wieś rodzin. Na dziś przyjmuję hipotezę, że Regina rzeczywiście nosiła panieńskie nazwisko Jamroch, ale poślubiła mężczyznę o nazwisku Drwal. Regina owdowiała będąc w ciąży, więc Ewa dostała nazwisko ojca, a kolejne dziecko Reginy urodzone w 1807 roku otrzymało nazwisko panieńskie wdowy? Muszę się bardziej zapoznać z aktami metrykalnymi okolicznych wsi, może sprawa przypisania Ewie nazwiska Drwal będzie miała jakieś wyjaśnienie.

Franciszek Pilas


W sierpniu 1827 roku w Szczucinie odbył się pierwszy ślub mojej praprapraprababki Marianny Welsing. Wyszła ona za Karola Pilasa. Ona przybyła do Szczucina, on zamieszkiwał już tam kilka lat, ale nie urodził się w tym mieście. Pochodził z szanowanej rodziny, jego już zmarły ojciec był chirurgiem, a on piekarzem miejskim. Ciekawą sprawą jest, że w dniu ślubu para chrzciła swoje pierwsze dziecko! Dziecko to nie ma w akcie urodzenia wpisanego pochodzenia z związku pozamałżeńskiego. Sprawa jest z mojego punktu widzenia trochę dziwna. Czemu para czekała z ślubem do urodzenia potomka? Nie łatwiej i bardziej po bożemu byłoby zawrzeć związek małżeński wcześniej? Przyjrzałam się rodzinie Karola Pilasa. W Szczucinie zamieszkiwała jego siostra Wiktoria, która miała kilkoro nieślubnych dzieci (od 1821 roku), a następnie po latach w 1837 roku zawarła związek małżeński. Karol i Marianna mieli jeszcze kilkoro dzieci, ale zmarły one w dzieciństwie. Jedynym dzieckiem, które dożyło wieku dorosłego był pierwszy syn Franciszek. Miał on na pewno synów, gdyż Pilasowie składali wizyty w domu moich dziadków. Osobiście nie założyłbym się, że to Karol był ojcem Franciszka, ale może to tylko takie moje wrażenie wszak w metryce urodzenie dziecka uznał je za swoje, sprawa jest więc rozstrzygnięta.

Kazimierz Welsing


Kazimierz nie jest moi przodkiem, ale mamy wspólnego antenata. Jego akt urodzenia przykuł moją uwagę. Kazimierz w 1893 roku zawarł związek małżeński i jest to standardowy akt spisany w parafii Denków, zabór rosyjski: ...„Kazimierz, lat 28, urodzony w Kurowie, parafii Włostów, syn nieżyjącego Franciszka i żyjącej Eleonory z Wieruszewskich...”. Jednak w parafii Włostów kryje się niespodzianka co do pochodzenia Kazimierza: „Działo się w Włostowie dnia 8 Grudnia 1865 roku o godzinie czwartej społudnia stawiła się Marianna Nowak akuszerka włościanka lat 50 mająca z Kurowa w obecności Leona Gilały lat 40 i Józefa Smoleńskiego lat 44 mających obydwóch włościan kolonistów z Kurowa i okazała nam dziecię płci męskiej oświadczając iż takowe urodzone jest tu w Kurowie dnia 17 maja 1864 roku o godzinie jedenastej w nocy z Eleonory Welsyng stanu wolnego lat 22 mającej, która z przyczyny nie podania do spisania Aktu Imienia i Nazwiska swego w właściwem czasie nie został spisanym. Dziecięciu temu na Chrzcie Świętym w dniu dzisiejszym przez księdza Wincentego Jaworskiego odbytem nadane zostało imię Kazimierz, ...”.
Sprawa jest nietypowa i działa się w kręgu rodziny. Franciszek Welsing był ekonomem, a jego żoną była Katarzyna Wieruszewska. Eleonora była zapewne jej krewną, może nawet młodszą siostrą. Musiał wybuchnąć nielana skandal gdy odkryto, że Eleonora jest przy nadziei. Brzemienną dziewczynę wysłano by zamieszkała w Kurowie, gdzie urodziła syna. Nie ochrzczono jednak dziecięcia od razu bo panna nie podawała imienia i nazwiska! Wreszcie akt spisano 1,5 roku później, ale na nazwisko ojca dziecka, które Eleonora podała jako swoje. Katarzyna Welsing z Wieruszewskich zmarła w 1878 roku, może później Franciszek poślubił Eleonorę skoro w akcie ślubu Kazimierza podano jego imię. Nie wiem co działo się z Franciszkiem po 1878 roku, gdyż wyprowadził się z Nietulisk po śmierci żony. W akcie małżeństwa Kazimierza nie wspomniano o jego nieślubnym pochodzeniu, więc jak widać można było to zatuszować.

Poruszony przeze mnie temat jest trudny, może dziwić, że podaję te informacje z mojego wywodu przodków. Jest to jednak rzeczywisty wygląd mojego drzewa, nie do mnie mnie należy ocena moralności ludzkiej. Podaję informacje oparte faktami i przypuszczalne przyczyny takiego stanu rzeczy. Badając historię rodziny pewnie połowa z nas dowiedziała się, że ma chociaż jednego antenata urodzonego poza związkiem małżeńskim. Temat ten jest co jakiś czas poruszany na forum genealodzy.pl.
Wiadome nam jest, że życie dzieci pozamałżeńskich w przeszłości musiało wyglądać nieciekawie. Miały zamkniętą drogę w pewnych warstwach społecznych i zawodowych. Pozamałżeńskie pochodzenie było ich piętnem i powodem do wstydu. Myślę, że największy wpływ na lepsze życie matki i dziecka miało wsparcie rodziny oraz ich stan majątkowy. Kobietę bez rodziny i pieniędzy czekał los komornicy, żebraczki, a później nawet prostytutki. Kobiety za którymi stała rodzina i jakiś pieniądz mogły wpłynąć na ojca dziecka, aby ożenił się z nimi lub później zawierały inny związek małżeński. Także los dziecka urodzonego poza małżeństwem był ciężki, a w metrykach Galicji był przekazywany przez 3 pokolenia. Na pewno chłopcy bez ojców mieli lepiej niż dziewczynki, mieli większą szansę na znalezienie pracy. Niemniej los dzieci obojga płci był ciężki, na pewno nikt im pochodzenia nie zazdrościł.
Nie jest tak, że dzieci pozamałżeńskie rodziły się bardzo rzadko. Oceniam, że ok. 5% dzieci, a czasami nawet więcej w przeglądanych przeze mnie metrykach urodzenia nie miało wpisanego ojca dziecka.  Przyczyny tego stanu rzeczy mogły być różne, nie można z góry zakładać, że moralność niektórych warstw społeczeństwa była lepsza niż innych. Pamiętajmy, że w większości przypadków mówimy o młodych ludziach, a prawem młodości jest popełniać błędy. Nie oceniajmy naszych przodków surowo, przecież nie chcielibyśmy, aby inni patrzyli na nasze życie pełnym dezaprobaty wzrokiem.


Zapraszam na lekturę innych wpisów powiązanych z wymienionymi nazwiskami i miejscowościami:
Wencowie, Węcowie, Wenzowie z parafii Odporyszów wędrują do Tarnowa
Stara Jastrząbka i rodzina Starzec
Rodzina Welsing moim genealogicznym „węzłem gordyjskim” - część 1 - Marianna z domu Welsing
Jodłówka-Wałki - kolejna miejscowość z mojego wywodu przodków
Paradoks liczby przodków popularnie zwany ubytkiem przodków

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz